English version
Zapisz się!

e-mail


hasło

garou.pl separator garou separator biografia



Imię i nazwisko:
Pierre Garand

Data urodzenia:
26.06.1972 r.

Miejsce urodzenia:
Sherbrooke, Quebec, Kanada

Pseudonim:
Garou (choć najbliżsi przyjaciele np: Hugo, ochroniarz a prywatnie przyjaciel od przedszkola, mówią na niego "El Grand")

Miejsce zamieszkania:
Garou ma mieszkanie w starej części Montrealu, a przed światem chowa się w domu nad jeziorem na przedmieściach rodzinnego Sherbrooke.

Rodzeństwo:
siostra Maryse – starsza o 8 lat. Dziś agentka handlu nieruchomościami. Mama Gabriela (12 lat) i Cathy (9 lat).

Rodzice:
ojciec Irené miał warsztat samochodowy, a matka Carmen prowadziła dom. Obecnie oboje na emeryturze.

Stan cywilny:
kawaler. Tata Emelie, urodzonej 7 lipca 2001 roku.

Kolor oczu:
niebieski

Wzrost:
1.92 m

Znaki szczególne:
rozbrajający uśmiech i urocza chrypka


Warto wiedzieć:
Garou gra na fortepianie, gitarze, organkach i trąbce. Szczególnie do tego ostatniego instrumentu ma ogromny sentyment. W wojskowej orkiestrze był bojowym hejnalistą.

Garou twierdzi, że boi się kotów. Powodów swojej fobii nie precyzuje.

Jego ideałem kobiecym jest modelka Karen Mulder. Generalnie twierdzi, że podobają mu się blondynki.

Ma słabość do Polek – przyznaje się do związków z dwoma Polkami (i trzecią „pół-Polką”) w młodości. Mamy nadzieję, że nie jednocześnie.

Garou uwielbia szkocką whisky. I to do tego stopnia, że często w czasie wywiadów radiowych szklaneczka stoi tuż obok mikrofonu.

Mimo nakazów foniatrów, ani myśli oszczędzać głos. Pali papierosy (w kosmicznych ilościach), a dla relaksu cygara.

Ukochanym zajęciem Garou w czasie wolnym jest lenistwo przed telewizorem oraz wędkarstwo – z zapałem łowi pstrągi.

Na płyte „Reviens” piosenki pisali m.in. wszystkie „cztery typy” z ostatniej francuskiej płyty Celine Dion.

Twierdzi, że uwielbia sprzątać, relaksuje się ze szczotką w ręku.

Prawo jazdy zrobił w wojsku, uwielbia szybkie samochody, a marzy mu się zrobienie licencji pilota na wodolot.

Garou ma opinię człowieka bardzo wiernego w przyjaźniach... Jedna trzecia jego ekipy to koledzy z jego małego miasteczka.

Garou wierzy w przeznaczenie i sam przyznaje, że jest przesądny.

Garou jest „opiekunem” Domu Spokojnej Starości w Montrealu. Systematycznie włącza się w wiele akcji charytatywnych, choć bardzo nie lubi mówić o tym w mediach.

Jego największym idolem jest Ray Charles.

 

biografia

Garou, tak naprawdę nazywa się Pierre Garand.
Urodził się 26 czerwca 1972 roku w Sherbrooke w Quebecu. Wychowywał się razem ze swoją 8 lat starszą siostrą w otoczeniu muzyki, która ukształtowała jego gust muzyczny i rozwinęła w nim niezwykłe poczucie rytmu. Prymus i mały lizusek w szkole podstawowej, jako 13-latek przeszedł gwałtowną ewolucję. Rok później Garou uciekł z domu i zaczął z gitarą przemierzać ulice Montrealu. I choć wydaje się, że muzyka była pierwszym i najważniejszym celem jego życia, marzeniem Garou w dzieciństwie... była archeologia. Fascynował się wykopami. Teraz uważa, że ta dyscyplina naukowa jest w dużym stopniu związana z muzyką: obie łączy dziecięca ciekawość w odkrywaniu czegoś nowego. „Będąc artystą, cały czas masz kontakt ze swoimi fascynacjami z dzieciństwa. Fascynacjami życiem, wszystkim co z tym związane. Między innymi dlatego tak kocham robić to, co robię”.

Szalone początki

W prywatnej katolickiej szkole dla chłopców, do której uczęszczał, założył z kolegami zespół The Windows and Doors, grający covery Beatlesów. Śpiewał chórki i grał na gitarze. Teraz opowiada, że spotkali się wtedy z lepszą reakcją, niż na to zasługiwali. Podczas pierwszego występu w szkolnej sali gimnastycznej, Garou wzorował się na swoim idolu Paulu McCartneyu. „Na każdym naszym koncercie było około 300 dzieciaków, które przychodziły specjalnie żeby nas usłyszeć. Sami organizowaliśmy nasze występy – od drukowania biletów, po malowanie plakatów – robiliśmy wszystko! Wtedy złapałem bakcyla na pracę w przemyśle rozrywkowym!”

W wieku 18 lat na złość sobie i kolegom zgłosił się do wojska, gdzie odsłużył rok. „...Miałem nadzieję, że nauczę się tam dyscypliny. Bzdura! Wojsko to zgraja nieudaczników...” – wspomina ten okres Garou. Dzięki swojej miłości do grania na trąbce trafił do orkiestry w Armii Kanadyjskiej. Cały czas był jednak bardziej muzykiem niż żołnierzem. Wystarczy powiedzieć, że przełożeni mieli ciągły problem z poskromieniem nieustannego buntownika... Wrócił więc do gitary.

W 1993 roku, po zakończeniu służby wojskowej, Garou imał się wielu różnych, dziwnych zajęć. Zajmował się przeprowadzkami, zbieraniem winogron, był przedstawicielem handlowym, sprzedawał damską bieliznę. Te oraz inne zajęcia powodowały, że czas na granie znajdował tylko późnymi wieczorami. I tak przyzwyczaił mieszkańców Montrealu, że po zamknięciu ostatnich barów, w których występował, wychodził na ulicę i śpiewał, akompaniując sobie na gitarze. Często nocni przechodnie przystawali i wsłuchiwali się w jego piosenki, klaskali i tańczyli do nich tak, że zgromadzenia musiały być nieraz przerywane przez policję. W końcu obowiązywała cisza nocna... Nieraz można było też usłyszeć Garou grającego na stacjach metra. Wykonywał tam – zależnie od nastroju – albo buntowniczych Sex Pistols, albo romantyczne kawałki Charlesa Aznavoura. Czuł, że swoim śpiewem sprawia ludziom przyjemność. O to chodziło.

Kariera przypadkiem...

W marcu 1992 roku przyjaciółka zabrała go na występ lokalnej gwiazdy – piosenkarza Louisa Alary'ego. Namówiła go, by dla żartu wywołał do mikrofonu Garou. Debiutant z potworną tremą zaśpiewał „Leilę”, a potem jeszcze cztery utwory, po czym dowiedział się, że właśnie zaangażowano go na pełen etat jako piosenkarza w tym właśnie barze. „...Następnego dnia pobiegłem do sklepu i kupiłem sprzęt do nagłośnienia. W ciągu trzech dni musiałem się nauczyć go obsługiwać i napisać parę piosenek, żeby w ogóle mieć co grać!...” Grał w coraz większej ilości barów, trafiając ostatecznie na imprezę dla Młodych Talentów w Sherbrooke's Liquor Store, barze prowadzonym przez kolegę z podstawówki, Francisa Delage. Jego występ okazał się fenomenalny – wystarczy dodać, że dostał kolejny angaż: został gospodarzem cotygodniowej serii imprez w tym lokalu.

W roku 1995 założył zespół The Untouchables, wykonujący muzykę R&B... oczywiście z towarzyszeniem sekcji dętej! Grupa już na samym początku zwróciła na siebie uwagę publiczności. Po występach otrzymywał bardzo wiele propozycji kontraktów, ale cała czas wahał się nad podpisaniem któregoś z nich. „...Prawdziwa muzyka pochodzi z serca, z życiowych doświadczeń – i jej tworzenie nie może być niczym wymuszone...”. Mimo, że z propozycją kontraktu pojawiło się nawet Sony Music, Garou odmówił... zamiast tego wyjechał z zespołem, śpiewać w nocnym klubie w Casablance. Nigdy nie szedł najłatwiejszą drogą...

Quasimodo na początek

W lecie '97 na jednym z występów The Untouchables pojawił się Luc Plamondon. Wtedy to Garou zaproponowana została rola Quasimodo w musicalu „Notre Dame de Paris”. Choć nikt nie wiedział czemu Plamondon był pewien, że znalazł idealnego odtwórcę roli Dzwonnika, Zobaczył w nim ogromny talent, smutek, rozpacz, których inni nie widzieli, a przede wszystkim obietnicę ogromnego sukcesu.

Rola Quasimodo przyniosła ze sobą sławę i możliwość występów przed publicznością takich miast jak: Paryż, Montreal i Londyn. „...Każdej nocy najpierw wcielałem się w rolę odrzuconego, samotnego Dzwonnika, a zaraz po wyjściu z teatru stykałem się z prawdziwym uwielbieniem fanów! To było wybitnie dezorientujące...” Musical osiągnął największe sukcesy we Francji. W tamtym czasie posypały się liczne propozycje ról filmowych i kontraktów, ale Garou cały czas czekał na taki kontrakt, jaki odpowiadałby mu idealnie.

„...Nigdy nie zabiegałem o popularność. Nigdy mnie to po prostu nie kręciło...” wyznaje. Ale szczęśliwa passa wcale się dla niego jeszcze nie skończyła. W 1999 roku poznał Rene Angelila, męża i managera Celine Dion. „...Nasze pierwsze spotkanie trwało niewiele ponad 20 sekund. Podszedł do mnie, uścisnął mi rękę i wtedy coś „zaiskrzyło”. Kiedy spotkaliśmy się następnym razem, powiedział, że to nie mój głos zapamiętaj najlepiej – ale właśnie ten uścisk ręki...”. Garou wtedy nie wiedział jeszcze, ile może zmienić w życiu człowieka właśnie jeden taki gest.

W Sylwestra '99 Garou został zaproszony razem z Bryanem Adamsem i wokalistami z "Notre Dame de Paris" do wzięcia udziału w gigantycznym koncercie Celine Dion. Show był pożegnaniem piosenkarki ze sceną, przed jej od dawna planowaną i bardzo zasłużoną przerwą w występach. W czasie prób Rene i Celine zaprosili Garou na obiad: „...Opowiadali mi, jak cieszą się z tego, że mogą pracować z tak wspaniałym zespołem. Celine zastanawiała się, co stanie się z nim wtedy, kiedy zrobi sobie kilkuletni urlop i nagle... poprosiła mnie, żebym spróbował występować z jej zespołem! Natychmiast jedzenie stanęło mi w gardle i zacząłem się krztusić. Największa wokalistka świata POPROSIŁA MNIE o ZASTĘPSTWO! W najśmielszych marzeniach nie spodziewałem się takiej oferty!...”

„Seul” ale nie sam

6 listopada 2000 r. ukazał się owoc tej współpracy, debiutancki krążek Garou „Seul”. Pracowały nad nim takie sławy jak: Bryan Adams, Luc Plamondon, Richard Cocciante i Aldo Nova. Choć wiele obsób zarzucało Garou pójście na komercję i obawiało się, że wielka wytwórnia płytowa zabije jego osobowość artystyczną, on od początku wiedział  co chce osiągnąć. Jego celem było zebranie na jednym albumie efektów pracy różnych kompozytorów, autorów, producentów tak, aby stworzyć dzieło unikalne, wyróżniające się swoim eklektyzmem i wizyjnością. „...Planowałem, że powstanie wielokolorowy album. W którymś momencie zacząłem się tylko zastanawiać, jak powiążę utwory takich indywidualności, jak: David Foster, Bryan Adams i Didier Barbelivien. Ostatecznie okazało się, że to, czego dokonali było bardzo bliskie mojej wizji. Może dlatego, że sami są w jakimś stopniu podobni do mnie...” Nie oznacza to wcale, że Garou nie pisze i nie komponuje. Ale jak za razie zdecydował się tylko koncentrować na rozwijaniu pomysłów kolegów. „...Fascynuje mnie odkrywanie ich wyobraźni. Podoba mi się, że piszą dla mnie. Wykonując ich piosenki, robię coś nowego, wkraczam w świat zupełnie innej osoby...”.

Na „Seul” znalazło się 14 piosenek, wybranych przez Garou i Vito Luprano z ogromnej ilości materiału i zupełnie różnych biegunów muzycznych. Pod wodzą producenta, Humberto Gatica, każdy utwór został dopracowany w najmniejszych szczegółach. Autorem większości tekstów na płytę jest „duchowy ojciec” Garou – Luc Plamondon. „Seul” okazał się jednym z największych sukcesów przemysłu fonograficznego we Francji w ostatnim dziesięcioleciu. Album rozszedł się w nakładzie 3,5–miliona egzemplarzy na świecie. Piosenkarz odbył 5 tras koncertowych, śpiewając w kilkutysięcznych salach we Francji, Beligiii, Szwajcarii, Kanadzie i Polsce. Single „Seul” i „Sous le vent” – przebojowy duet z Celine Dion, osiągnęły status multiplatynowych.

„Monsieur Energie” na scenie

6 listopada 2001, równo rok po premierze debiutanckiej płyty, ukazał się album live „Seul avec vous” nagrany w czasie pierwszej trasy koncertowej w Paryżu. Na tym krążku, słychać było Garou bardziej rockowego, bliższego temu, co robił kiedyś w barach. „...Ta płyta, to cała moja historia to, kim byłem... piosenki z czasów barowych, z „Notre Dame” i te z albumu „Seul”...” opowiadał w wywiadach. To prawda, że widownię zachwyconą balladami z debiutanckiej płyty, zelektryzowały żywiołowe wykonania szlagierów bluesowych („Georgia on my mind”, „Everybody needs somebody”), czy szaleńcze wykonanie „La boheme” z repertuaru Aznavoura w wersji salsa. Garou pokazał się nie tylko jako romantyczny piosenkarz dla nastolatek, ale przede wszystkim wulkan energii na scenie. Teraz już wszyscy wiedzieli, że nie umniejszając jego głosowi w studio, naprawdę poznać go można na estradzie. Mimo że tournee trwać miało 3 miesiące, trwało 3 lata. W marcu 2002 r. Garou wystąpił w największej sali koncertowej we Francji, Pałacu Sportów w Bercy, gdzie nagrał Live (tym razem format DVD). Na scenie obok niego: Celine Dion, Gerald de Palmas, Patrick Bruel, Daniel Lavoie, Patrick Fiori, „...To był wieczór mojego życia – opowiadał potem piosenkarz – jeśli nawet teraz to wszystko się skończy, nie będę żałował. Mam wrażenie, że to było apogeum mojej drogi, nawet jeśli teraz zacznę spadać w dół i tak będę szczęśliwy, że mogłem przeżyć ten wieczór...” W sierpniu 2002 r. DVD „Garou live a Bercy” osiągnęło status DVD diamentowego, po zaledwie 3 tygodniach od dnia premiery. Zatem z tym upadkiem ze szczytu, to tylko bezpodstawne obawy piosenkarza...

Zwłaszcza, że akurat w tym momencie Garou postanowił zawalczyć o nowe rynki... i z sukcesem zaatakował piękny kraj nad Wisłą. Jego występ na festiwalu w Sopocie pamiętają wszyscy do dziś... Energią i talentem rzucił widownię do stóp, rozkochując w sobie cały kraj. W ciągu kilku dni stał się nie tylko najpopularniejszym zagranicznym wokalistą, ale także dzięki bezpretensjonalności i poczuciu humoru - ulubieńcem mediów. Występ przyniósł mu Wiktora w kategorii wydarzenie roku i Super Jedynkę. W pół roku później Garou wrócił do Polski na serię koncertów...

Rok 2003 stał dla niego pod znakiem przygotowań do podboju rynku amerykańskiego. Od dawna zapowiadany angielski album Garou, nagrany we współpracy z największymi kompozytorami i producentami światowego showbiznesu miał stać się wielkim wydarzeniem... Piosenki gotowe prezentowane już nawet były w czasie trasy koncertowej wiosną 2003 roku. Niestety z przyczyn administracyjno-produkcyjnych, premierę płyty wstrzymano. „... To wywołało u mnie kompletną panikę, bałem się, że ludzie o mnie zapomną. Poczułem, że natychmiast muszę wrócić, że chcę znowu stanąć na scenie i bawić się z moją publicznością. Zdecydowałem, dokładnie w moje urodziny, że chcę wydać płytę po francusku, jeszcze w tym roku...”

Powrót z „Reviens”

Szaleńczy pomysł, w powodzenie którego nikt nie wierzył, zaowocował albumem „Reviens”. Tym razem Garou miał całkiem wolną rękę, nikt nie starał się na niego wpływać, dlatego płyta jest nieco inna od poprzedniej. „...Mój producent Rene Angelil, dał mi carte blanche, powiedział, „rób co chcesz, ale jak się nie uda, to będzie tylko twoja wina”... to zwiększa tremę...” Płyta, która powstała wczesną jesienią 2003 r. jest ostrzejsza, przypomina bardziej muzykę, jaką Garou grał w barach na początku kariery, chodź znajdują się na niej także wielkie romantyczne ballady, do których przyzwyczaił nas albumem „Seul”. Ekipa producencko-autorska opiera się również na współpracownikach z pierwszej płyty (Plamondon, Benzi, Nova, Barbelivien, Musumarra), ale dołączyli do nich Gildas Arzel (jeden z najpopularniejszych i najbardziej utytułowanych gitarzystów sesyjnych we Francji, który napisał dla Garou dwie fenomenalne piosenki w rytmie bluesa), Gerald de Palmas i Jean Jacques Goldman, dwaj wielcy twórcy i piosenkarze, prywatnie zaprzyjaźnieni z Garou od lat. „...Ten album to płyta moich marzeń... Nagrywany był po to, bym mógł wrócić w trasę. Piosenki wybierałem pod kątem tego, co mogę z nimi zrobić na scenie, czasem nagrywając, zdawało mi się prawie, że słyszę oklaski w słuchawkach! Koncerty to jest to, co kocham najbardziej.” Cały rok 2004 Garou spędził w tournee, którego uwieńczeniem jest dwupłytowy album DVD „Routes”. Znalazło się na nim sporo scen filmowanych w Polsce, w tym słynny dworzec w Katowicach i pociąg do Pragi, do którego nie wpuszczono piosenkarza. Szczęśliwie wspomnienia te potraktowane zostały przez Garou, jako jedna z najzabawniejszych anegdotek z tej trasy koncertowej.

Czas "Garou"

Rok 2005 to chwila przerwy dla artysty, zajął się innymi pasjami, rzucił w wir pracy innej niż muzyka. Bo Garou to także biznessmen z dobrym wyczuciem do interesów. Stał się właścicielem kilku restauracji i klubów, w tym "Auberge St Gabriel" - podobno najstarszej non stop działającej restauracji na kontynencie amerykańskim. Wsparł wokalnie młodziutką Marilou na jej debiutanckim albumie, a także przygotował kolejną niespodziankę dla swoich fanów. Po raz kolejny zgłosił się do swojej wytwórni płytowej po propozycje piosenek na nową płytę. Okazało się, że twórcy z całej Francofonii nieprzerwanie nadsyłali na adres jego menagmentu utwory napisane z myślą o jego schrypniętym głosie. Przed Garou stanęło trudne zadanie wybrania 12 numerów (postanowił, że motywem przewodnim albumu i trasy koncertowej będzie czas i tarcza zegara) ze 100 propozycji nadesłanych przez autorów i kompozytorów. W maju 2006 r. odbyła się premiera trzeciego studyjnego albumu zatytułowanego po prostu "Garou".
"...Długo myślałem nad tym jaki tytuł nadać tej płycie. W końcu doszedłem do wniosku, że ona chyba dobrze reprezentuje moją drogę muzyczną, mój rozwój, krótko mówiąc mnie. Ten materiał dał mi okazję, by powiedzieć słuchaczom jeszcze więcej o sobie. Ten album jest chyba bardziej dojrzały niż poprzednie...". To prawda, Garou śpiewa na tej płycie piosenki, w których może odnaleźć się każdy, ale także najbardziej osobistą piosenkę z całego swojego repertuaru, "Quand je manque de toi". Napisaną  przez Jacquesa Veneruso kołysankę dostał na 33 urodziny. "...Byłem w imprezowym nastroju, nie dotarły do mnie te słowa. Dopiero po kilku dniach, gdy przesłuchałem ją po raz drugi zrozumiałem, o czym tak naprawdę jest ten tekst. W oczach stanęły mi łzy i wspomnienia tych dni, kiedy gdzieś w trasie tęskniłem za moim słoneczkiem..." 

Tata pieszczoch

Bo mimo szaleńczego tempa w jakim żyje, koncertów i wywiadów od lipca 2001 r. od roli gwiazdora znacznie ważniejsza jest rola taty. „...Wszystko w moim życiu działo się tak szybko, że bałem się, że od tego stracę głowę. Muzyka, zabawa, radość, miłość to były moje powody, by żyć. Ale odkąd pierwszy raz spojrzałem w oczy mojej córeczki Emelie, wiem, że mam powód by istnieć...”  Dziewczynka nie wie, że jej tata jest gwiazdą, wie tylko, że często musi wyjeżdżać do pracy za granicę. A gdy widzi go w telewizorze podbiega i całuje ekran. Garou od początku kariery skutecznie oddzielał życie prywatne od zawodowego, udało mu się ochronić córeczkę przed ciekawością mediów. I choć Garou rozstał się z mamą Emelie, gdy dziewczynka miała zaledwie dwa lata, bardzo pilnuje, by utrzymywać z nią stały kontakt i spędza z nią każdą wolną chwilę. Ekipa wie, że te momenty są święte i że telefon nie ma prawa dzwonić w czasie weekendów z córeczką. Mała potrafi zresztą skutecznie przywołać ojca do porządku, kopiąc go w kostkę z wyrzutem protestując „Tata odłóż już ten telefon”. 
Ostatni rok był dla Garou niezwykle ważnym okresem. Może nawet przełomowym? Mała Emelie pierwszy raz poszła do szkoły, a jej tacie udało się być z nią w tym ważnym dniu, nie tak jak kiedyś gdy przez wyjazd na koncert, przegapił jej pierwsze kroki. Rok przerwy w działalności artystycznej sprawił, że piosenkarz wraca do nas jako człowiek spełniony i pełen energii do nowych wyzwań. "...Miałem wreszcie czas, żeby nic nie robić. Wyjechaliśmy na wakacje z paszportami w kieszeni, bez zastanawiania się kiedy musimy wrócić, bo mamy sesję nagraniową, czy też koncert...". Słowo "my" pojawia się coraz częściej w wypowiedziach piosenkarza, bo od tournee Les Enfoires 2007, w jego życiu pojawiła się Lorie - wcześniej koleżanka ze sceny i nagrań telewizyjnych, teraz ktoś dużo bliższy. Żadne z nich nie komentuje związku, który pomimo złośliwych prognoz prasy plotkarskiej, trwa już rok. Lorie zapewnia o tym, że są szczęśliwi, nie ukrywają się, ale nie zamierzają opowiadać o swoich sekretach brukowcom, a Garou tylko uśmiecha się łobuzersko, jak to on.
Ramię w ramię zaryzykowali wzięcie swoich karier we własne ręce i ruszyli na podbój świata. Ona zmieniając się z cukierkowej idolki nastolatek w gwiazdę modnych nocnych klubów, on wydając po 7 latach swój debiutancki album anglojęzyczny.

Na podbój świata

"...Zabierałem się do tej płyty już od lat. Dwa razy materiał był nagrany i nic z tego nie wyszło. Zirytowało mnie to w końcu. Przestałem słuchać tych wszystkich doradców, ludzi którzy podobno wiedzą wszystko lepiej ode mnie. Postanowiłem, że teraz to ja będę mówił czego chcę. A jeśli się okaże, że odniosę kompletną porażkę, zawsze będę mógł mieć satysfakcję, że chociaż powalczyłem...". Garou wspierają w tym ataku na nowe rynki twórcy sprawdzeni i renomowani tacy, których piosenki od lat okupują pierwsze miejsca list przebojów na całym świecie. Pierwszy singiel "Stand Up" napisał Rob Thomas, wokalista grupy Matchbox 20, znany z przeboju "Smooth" mistrza Santany. Kolejne potencjalne hity stworzyli: Guy Chambers (odpowiedzialny za sukcesy Robbiego Williamsa), Judy Tzuke (śpiewająca w tej chwili z Morcheebą), Kristian Lundin (twórca piosenek Britney Spears i 'N Sync) oraz Don Mescall (znany ze współpracy z Leann Rimes i Ronanem Keatingiem). Na płycie znajdzie się utwór "Nothing else matters" Andy'ego Marvella i Dimitrija Ehrlicha o historii supermodelki Petry Nemcovej, która straciła ukochanego w czasie tsunamii w Indonezjii i sama została ciężko ranna. Garou odświeżył także stary hit szweckiej grupy Cue "Burnin'", cała płyta zapowiada się niezwykle przebojowo.
"...Najbardziej się cieszę z tego, że to będzie taki prawdziwy początek. Po roli w "Notre Dame" w świecie francuskojęzycznym stałem się gwiazdą całkiem bez wysiłku. Quasimodo sprawił, że wszyscy wiedzieli kim jest Garou. Zdaję sobie sprawę, że sukcesy moich kolejnych płyt francuskojęzycznych z pewnością zawdzięczam tej fantastycznej trampolinie, jaką była ta rola. A teraz będzie zupełnie inaczej. Już się cieszę na myśl, że wejdę do malutkiego studia radiowego, jakiejś regionalnej stacji w Arizonie, w Japonii, albo w Niemczech i przedstawię się słuchaczom. Będę musiał ich przekonać, że warto słuchać mojej muzyki i że jestem fajnym gościem. Debiut we Francji miałem ułatwiony, teraz nie będzie już tak różowo i bardzo się z tego cieszę. Bo ja już tak mam, że lubię wyzwania!..."

Wilkołak na swoim

Zgodnie z zacytowanymi wyżej słowami, Garou niestraszne są nowe wyzwania. Dlatego też, po wieloletniej współpracy z René Angelilem (Gestion Artistique CDA), piosenkarz zdecydował się na rozstanie z nim z dniem 15 czerwca 2008 roku, kiedy to wygasał ich kontrakt, na rzecz własnej firmy wydawniczej i produkcyjnej - Wolfgang Entertainment International Inc. Informację tę podano kilkanaście dni przed premierą "Piece of my soul”. Spółka Garou miała zająć się produkcją nie tylko jego wydawnictw, ale i dzieł innych artystów. Pierwszą klientką została ówczesna partnerka życiowa Garou – Lorie. Jej płyta “2lor en moi?” (2007 – premiera francuska) została wydana w Quebeku 18 sierpnia 2008 roku, pod auspicjami marki piosenkarza. Największym przebojem z tego wydawnictwa okazał się być utwór „Play”, w którym w chórku można usłyszeć głos Garou.
Album "Piece of my soul” został jednak wyprodukowany jeszcze przez René, podobnie jak część koncertów artysty. Rozstanie nastąpiło zatem stopniowo. Kolejne quebeckie projekty piosenkarza firmowane są już nazwą jego wydawnictwa. Garou nie wykluczył możliwości współpracy z René w przyszłości. W wywiadzie dla "La Presse” z 24 kwietnia 2008 roku powiedział: "[…] Chcę mieć taki organ doradczy dla Wolfgang Entertainment złożony z doświadczonych osób i oczywiście René będzie zaproszony. Czy się zgodzi, czy też nie, zawsze będę miał do niego i jego firmy ogromny szacunek. I czuję, że ten szacunek jest odwzajemniany. Oczywiście teraz sytuacja nie jest najzręczniejsza, ale René zawsze dodawał odwagi artystom w ich poczynaniach. [...]”

Powrotny bilet do świata filmu

Po roli Quasimodo w musicalu Garou nie miał zbyt wielu okazji, by sprawdzić się aktorsko na większą skalę. W 2008 roku mógł się za to wykazać i w tej dziedzinie sztuki. I to aż dwukrotnie. Przede wszystkim wziął udział w zdjęciach do filmu "L’Amour aller-retour” (dosłownie: „Miłość w tę i z powrotem”), które trwały od 7 lipca do 9 sierpnia 2008 roku. Jest to komedia romantyczna produkcji francusko-quebeckiej, zrealizowana w Paryżu, Montrealu i w regionie Parku Harrington. Reżyserem filmu jest Eric Civanyan, a scenariusz napisał José Fréchette. Garou zagrał tam quebeckiego architekta, François Valois. Partnerowała mu Ingrid Mareski w roli dziennikarki, Elisy Dubois, która chce wydać swoje felietony o relacjach damsko-męskich, zawierające zapiski z trudnego związku z byłym partnerem. W tym celu musi polecieć do Quebeku, by odnaleźć François i uzyskać jego pisemną zgodę na wydanie książki, czego wymaga jej wydawca. Jak można się było spodziewać – wywołuje to wiele nieporozumień. Oczywiście wszystko kończy się szczęśliwie.
Oprócz udziału Garou w tym projekcie, interesujące są tu również słynne quebeckie krajobrazy, natomiast zdjęcia Montrealu przełamują stereotyp przedstawiający Quebec wyłącznie jako krainę lasów i jezior, bez dostępu do nowoczesności, który wciąż jeszcze pobrzmiewa w opinii publicznej.
Zanim jednak nastąpiła premiera wspomnianego filmu, kanadyjska stacja filmowa TVA wyświetliła 27 października odcinek telenoweli – "Annie et ses hommes” ("Annie i jej mężczyźni”), w którym Garou zagrał siebie samego – artystę chcącego poznać historię towarzyszącą nagranej przez siebie piosence, której autorem jest jeden z bohaterów serialu – Éric (Claude Legault). Piosenkarz zjawia się w restauracji Érica szukając inspiracji do swojego teledysku. Przy okazji Garou nagrał również nowy utwór – "Mon cœur est pris” ("Moje serce jest zajęte”, tzn. piosenkę autorstwa filmowego Érica, a tak naprawdę Annie Pierard i Bernarda Dansereau), w duecie ze swoją dawną chórzystką – Victorią Doyon.
Epizod, w którym wystąpił artysta, kręcono w czerwcu. Garou tak wspomina te chwile: "25 czerwca wróciłem z Europy [z trasy Live En Bar – przyp. red.], 26 były moje urodziny i śpiewałem na scenie Festiwalu Jazzowego w Montrealu, w hołdzie Leonardowi Cohenowi, a już następnego dnia znalazłem się na planie "Annie et ses hommes". Byłem zmęczony, nie miałem czasu na żadne próby, czy chociaż żeby ktoś mnie trochę "pouczył”, jak się do tego zabrać. Więc to było strasznie trudne. Wiedziałem, że będę grał własną rolę, ale przecież dali mi napisane teksty, więc to już nie byłem ja. To mnie przeraziło absolutnie. A zaraz po tych zdjęciach pojechałem na plan filmu "L’Amour aller retour”… do którego też nie miałem prób. W serialu wszystko kręci się strasznie szybko, scena po scenie. W filmie fabularnym jest jakoś spokojniej.”
Sezon wakacyjny był dla piosenkarza niezwykle łaskawy jeśli chodzi o nowe propozycje wystąpień – oprócz nowej roli, jako właściciela firmy zajmującej się produkcją w różnych sferach artystycznych, gry w serialu i filmie, Garou został konferansjerem. 24 sierpnia, na Plaines d’Abraham, poprowadził wraz z Francuzką, Danielą Lumbroso, koncert "Paris/Québec – À travers la chanson". Nie zrezygnował jednak ze swojej najważniejszej roli – piosenkarza, i wykonał kilka utworów z towarzyszeniem innych artystów (np. początkową pieśń "Quand les hommes vivront d'amour", wraz z Isabelle Boulay, Lyndą Lemay, Patrickiem Bruelem, Maurane, Michelem Fugain). Luc Plamondon, wyrecytował fragment "Les Temps des Cathedrales", nie zabrakło również "Belle”, wykonanej w najlepszym możliwym składzie – przez trio Garou, Patrick Fiori i Daniel Lavoie. A wszystko to z okazji 400-setnej rocznicy powstania miasta Québec – najstarszego miasta Frankofonii w Ameryce Północnej. W zasadzie tego zadania Garou podjął się przez przypadek, o czym wspomniał w wywiadzie dla "Le Soleil” z 9 sierpnia 2008 roku: "[…] Dostałem e-mail, który nie całkiem dobrze zrozumiałem. Wydawało mi się, że zapraszają mnie bym był jednym z animujących show, prowadzącym, a tymczasem chodziło o to tylko, bym był jednym z artystów występujących w spektaklu. Odpowiedziałem z pytaniem, na czym by to współprowadzenie miało polegać... I wtedy Daniela Lumbroso - producentka, zadzwoniła do mnie natychmiast i mówi: To genialne! Jaki świetny pomysł! […]"
Trasa Garou Live En Bar trwała półtora roku. W tym czasie odwiedził Madagaskar, Ukrainę, Armenię, Rosję i wyspy na Oceanie Indyjskim. Podczas ostatniego etapu tej podróży odbyły się koncerty gromadzące ogromne ilości fanów artysty. 7 października 2009 roku piosenkarz po raz pierwszy gościł na Madagaskarze, gdzie wystąpił dla 5000 tysięcy widzów, wśród których znaleźli się prezydent Republiki Madakaskaru, oraz kilku ministrów. Jeszcze liczniejsza publiczność – 40 tysięcy osób – oklaskiwała go na wyspie Reunion. Tournée zakończył koncert w Palais des Congrès w Port Louis na Oceanie Indyjskim. W jednym z wywiadów (Journal de Montréal) na pytanie o najpiękniejsze wspomnienie z tej trasy, Garou przywołał wizytę w Armenii: "Miałem powitanie jak prezydent. Cała obsługa lotniska rzuciła się nas witać. I wieźli nas z uroczystą, prezydencką eskortą.” Dalej opowiedział o tym, jak wyglądała trasa koncertowa w nieznanych mu dotąd zakamarkach świata: "W takich miejscach nie wiemy za dobrze jak tak naprawdę zostaniemy przyjęci. To jest inny świat. […] Nie było wielkiej maszynerii, ekranów video i tak dalej... Po prostu braliśmy gitary i graliśmy muzykę. A bardzo wielu fanów powiedziało mi potem, że właśnie te koncerty były najlepsze.”
Po raz pierwszy Garou sam zarządzał własną karierą i podobało mu się to: "Jestem zachwycony. Mam więcej wolności niż kiedykolwiek. I dobrą ekipę obok siebie, która, mam nadzieję, jeszcze się powiększy.” Utrzymał jednak dobre stosunki z byłym menagerem, René Angelilem: "Od jakiegoś czasu nie rozmawialiśmy, ale właśnie skończyłem nagrywać płytę ["Gentlemen Cambrioleur", przyp. red.] i chcę zadzwonić do niego, żeby ją przesłuchał. To zawsze będzie ważny autorytet. Mam takie dwa autorytety w życiu: René Angelil i Luc Plamondon.”

Szarmancki złodziej

Po próbie podboju zagranicznych rynków muzycznych za pomocą angielskojęzycznego albumu, Garou stopniowo wrócił do języka francuskiego. Piąta płyta studyjna – "Gentlemen Cambrioleur”, miała swoją premierę 4 grudnia 2009 roku we Francji, 7 grudnia w Polsce, a dzień później – w Quebeku. Na krążku znalazło się 13 coverów, w tym jeden tzw. hidden track – "Everybody knows”. Oprócz francuskich hitów wszech czasów, na płycie znalazło się kilka znanych utworów w języku angielskim. Obok piosenek z repertuaru takich artystów jak Jacques Dutronc (tytułowy "Dżentelmen włamywacz”), Serge Gainsbourg, Joe Dassin, Boule Noir, Ariane Moffat, Les Rita Mitsouko, Charles Aznavour, znalazły się więc utwory wykonywane w oryginale przez Franka Sinatrę, Madonnę, U2 (najbardziej "polska” piosenka – "New Year’s Day”), Roda Stewarta, czy Simona & Garfunkela. W chórku do piosenki "Aimer d’amour" można usłyszeć głos Lorie.
Garou tak wyraził się o pracy nad płytą: "Pozwoliłem sobie na poszukiwania wszędzie, zarówno w muzeach piosenki, jak i w repertuarze bardziej współczesnym. Nie chciałem śpiewać tego, czego się po mnie spodziewacie. […] Nagrywaliśmy w innych warunkach, bardziej intymnych, gdzie człowiek czuje się członkiem zespołu. Pierwszy raz miałem okazję tak bardzo bawić się w studiu z muzykami.” Za album odpowiada gitarzysta Philippe Paradis, który jest także aranżerem i realizatorem dźwięku. Jakkolwiek interesująca pod względem doboru repertuaru – płyta przeszła niemal bez echa przez rynek muzyczny. Dość powiedzieć, że trasa koncertowa, Gentlman’s Tour, odbyła się jedynie we Francji, Belgii i Kanadzie.
Artysta wykorzystał jednak wizerunek tajemniczego uwodziciela w promocji nowej linii zapachowej – Come2Me, firmowanej jego pseudonimem. Zapach pojawił się w maju i prezentowany był jako "uwodzicielski, magnetyczny, sensualny i zwierzęcy”, będący perfumeryjnym odbiciem tych właśnie cech Garou. Od teraz każdy mógł pachnieć jak on – i przyciągać do siebie kobiece spojrzenia – a może raczej nosy. Pachnidło powstało we współpracy z COSENSI Beauty International, oraz Drom Fragrances International (Petite Robe Noire Guerlaina, Collection éphémère Escady). W linii męskiej powstały takie kosmetyki jak: woda toaletowa, żel pod prysznic, dezodorant i mydło. Kusząca propozycja dla wszystkich wielbicieli mocnych, wyrazistych zapachów. Perfumy, będące głównym produktem linii, w swoim składzie mają bowiem różowy pieprz, bergamotkę, jabłko (akord bazowy), lawendę, śliwkę i białe drewno (w nutach serca), oraz paczuli, tonkowiec wonny, wanilię i piżmo (akord głębi). Nieco później, obok kosmetyków przeznaczonych dla mężczyzn, pojawiła się nowa linia dla kobiet – Come2Night.
Jeszcze w trakcie przygotowań do wydania płyty z dżentelmenem w tle, Garou zapowiedział album z oryginalnymi utworami, który miał się ukazać w niedalekiej przyszłości. W kwietniu 2010 roku ukazała się natomiast płyta z duetami z okazji 80-tych urodzin Gilles’a Vigneault, w tym piosenka "Quand nous partirons pour la Louisiane", nagrana wraz z Garou.

Powrót do przeszłości

W grudniu 2010 roku stało się coś, czego każdy fan muzyki francuskiej pragnął, ale raczej się nie spodziewał. Ruszyła trasa koncertowa musicalu, w którym Garou zadebiutował dwanaście lat wcześniej – "Notre-Dame de Paris". Trasa objęła Rosję oraz Ukrainę i podczas kilku koncertów zaprezentowała piosenki z musicalu w oryginalnej obsadzie ról pierwszoplanowych. Obok Garou na scenie stanęli więc znów Hélène Segara, Julie Zenatti, Patrick Fiori, Luc Mervil, Daniel Lavoie i Bruno Pelletier. Zarówno dla nich, jak i dla publiczności, wspomniane koncerty okazały się być wielkim wydarzeniem. Trasa odniosła ogromny sukces, nic więc dziwnego, że powtórzono ją jeszcze raz w następnym roku. Podobne koncerty pod nazwą "Les Plus Grandes Chansons de Notre-Dame de Paris” odbyły się w paryskiej hali Bercy (16, 17 i 18 grudnia 2011 roku).

Artysta w pełnej wersji

29 listopada 2010 roku (Francja) pojawiła się płyta, która miała być spójnym obrazem muzycznym, odzwierciedlającym artystyczne wcielenie piosenkarza – "Version Intégrale”. Rzeczywiście – stylistyka albumu, utrzymana w lekko jazzującym charakterze, mogłaby uchodzić za pewien wyraz muzycznych aspiracji Kanadyjczyka. Jest to mieszanka popowych ballad, rytmicznych melodii, utworów z akcentem bluesa i brzmieniem pianina. Po raz kolejny płyta została nagrana po francusku, z niewielkimi akcentami w języku angielskim (piosenka z dedykacją dla Émelie – "For you"). Singiel promujący to wydawnictwo – "J’avais besoin d’être là", miał swoją premierę podczas Concert pour la Tolérance (Koncertu dla Tolerancji w Agadirze, przyp. red.) – 16 października 2010 roku. Tytuł krążka wydaje się być tym bardziej uzasadniony, jeśli zaznaczy się intensywne uczestnictwo Garou w tym projekcie od strony technicznej jak i merytorycznej. Piosenkarz nigdy jeszcze w takim stopniu nie angażował się w powstanie albumu – tym razem uczestniczył nie tylko w jego nagraniu, ale i produkcji, napisał też teksty i muzykę do kilku utworów (m.in. tekst piosenki dla córki – "For you"). Premiera albumu została uhonorowana podczas koncertów w paryskiej Olympii, 30 listopada i 1 grudnia. Polska premiera pierwotnie miała mieć miejsce w Walentynki 2011 roku, jednak ostatecznie odbyła się tydzień wcześniej – 7 lutego, czyli dzień przed premierą w Kanadzie.
Wspomniany powyżej charytatywny Koncert dla Tolerancji to już piąta edycja tego przedsięwzięcia. Garou wystąpił obok takich wykonawców jak: Inna, Jenifer, Camélia Jordana, Cheb Bilal, Superbus, Shada Hassoun, Grégoire, Grand Corps Malade, Yael Naim, Kenza Farah, Sheryfa Luna, 113, Abd El Malik, Julian Perretta, Amadou et Mariam, Ribab Fusion, Moho. To wielkie wydarzenie organizowane przez Francję i Maroko według organizatorów zaświadcza o tym, że "solidarność międzynarodowa istnieje i że te dwa kraje łączy dzisiaj silna przyjaźń".
Z promocją płyty wiąże się również realizacja innej pasji Garou – zamiłowania do nowych technologii. Został on bowiem pierwszą gwiazdą interaktywnej platformy internetowej – My Star Online (www.mystaronline.com), która miała ułatwić kontakt fanów z artystami. 4 listopada 2010 roku, o 20.00, pojawił się pierwszy filmik z serii promującej "Version Intégrale", ukazujący Garou nagrywającego singiel – "J’avais besoin d’être là". Dzięki tej platformie 10 lutego 2011 roku, o 23:00, mogliśmy także wysłuchać na żywo wywiadu z Kanadyjczykiem, oraz jego mini koncertu złożonego z utworów z "Version Intégrale". Sam wywiad został zresztą przeprowadzony w oparciu o pytania nadesłane przez fanów. Dodatkowym plusem było to, że piosenki zyskały zupełnie inne brzmienie od ich wersji płytowej, ponieważ piosenkarzowi, czy też raczej "croonerowi” (jak zaczęto go nazywać), towarzyszył tylko dźwięk pianina, na którym zresztą sam zagrał.
My Star Online to nie jedyne miejsce w wirtualnej przestrzeni, gdzie zaczął bywać Garou. Trochę wcześniej można go było spotkać w portalu Facebook (2010), dołączyło także konto na Twitterze, oraz nowa wersja oficjalnej strony internetowej – www.garouland.com. Nadal istnieje jego konto w serwisie My Space, Garou prowadzi również G-blog. Artysta odnajduje się więc świetnie w świecie nowych mediów i nie ukrywa swojego wielkiego zainteresowania nimi. Pod koniec 2010 roku odbyło się także nagranie programu z okazji dwudziestolecia Les Enfoiré, podczas którego Garou wystąpił w przebraniu King Konga (jak w 2009 roku).

Piewca Quebeku

Podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver w 2010 roku, 12 lutego Garou wziął udział w Ceremonii Otwarcia, śpiewając utwór "Un peu plus haut, un peu plus loin” z repertuaru Jean-Pierra Ferlanda. Po jego występie zapalono znicz olimpijski. W wywiadzie dla Journal de Montréal opowiedział, że długo walczył o to, aby mógł zaśpiewać piosenkę po francusku, ponieważ z uwagi na mniejszość frankofonów w Kanadzie, oraz transmisję międzynarodową, preferowane były utwory angielskojęzyczne. Krytyka nie doceniła wysiłku artysty, skupiając się na niedociągnięciach wykonania. Garou odpierając te ataki przyznał, że gdy śpiewał piosenkę, był wzruszony, ponieważ chwilę wcześniej wspomniano tragicznie zmarłego tego samego dnia sportowca (gruzińskiego saneczkarza Nodara Kumaritaszwiliego). Drżenie głosu wynikało więc z nadmiaru emocji. Krytyczne komentarze prasy podsumował mówiąc: "Zamiast krytykować, ludzie powinni być dumni, widząc jednego ze swoich artystów występującego na Igrzyskach Olimpijskich. Przyjąłem krytykę, tak z nami jest: czasami jesteśmy oklaskiwani, czasami się po nas depcze.”
Pierwotnie Garou miał zaśpiewać piosenkę "Mon pays”, napisaną przez Gilles’a Vigneault w 1964 roku, w okresie największego zrywu niepodległościowego Quebeku. Utwór ten dał wyraz pewnemu sporowi o podłożu językowo-kulturowym, od dawna dzielącemu Kanadę. Chodzi o dążenie francuskojęzycznej części Kanady – prowincji Quebec, do niepodległości i podkreślania swojej odrębności na każdym kroku. Quebec ma nawet swój rząd, który współpracuje z rządem Kanady. Przez wielu mieszkańców tej prowincji utwór "Mon pays" był i jest nadal traktowany jak rodzaj hymnu. Jego wykonywanie Gilles Vignault obwarował specjalnymi warunkami – "Mon pays" nie może być np. grany pod flagą Kanady, lub jako utwór reprezentujący całe państwo kanadyjskie, z włączeniem Quebeku. Organizator ceremonii otwarcia igrzysk, David Atkins, próbował nawet interwencji za pośrednictwem premiera Quebeku, Jeana Charest, jednak autor utworu pozostał nieugięty i nie udało się uzyskać pozwolenia na jego wykonanie.
W taki oto sposób Garou zaśpiewał inny utwór francuskojęzyczny – wspomniany "Un peu plus loin, un peu plus haut". Zaśpiewanie piosenki w języku francuskim przez quebeckiego piosenkarza miało w założeniu połączyć tradycję franko- i anglofońską Kanady, ale pojawiły się liczne głosy protestu z obu stron. Mimo wszystko Garou nigdy nie ukrywał swojego patriotyzmu, chociaż nie jest on może aż tak gwałtowny, jak u wspomnianego Gilles’a Vignault. Artysta zawsze jednak podkreśla, że pochodzi z Quebeku, a język francuski zdaje się traktować jak manifestację tego pochodzenia. Możliwość pokazania tego za pomocą sztuki, którą wykonuje na co dzień, w dodatku przed tak szeroką publicznością, musiała więc być dla niego niezwykle ważnym epizodem w karierze scenicznej.

Magiczny świat cyrku

Na początku 2011 roku Garou po raz pierwszy, od 1999 roku, nie wziął udziału w koncertach Les Enfoirés. Miał ku temu ważny powód.
Przez kilka miesięcy uczestniczył w próbach do wielkiego przedsięwzięcia akrobatyczno-muzycznego, spektaklu "Zarkana", realizowanego przez słynny quebecki Cirque du Soleil (Cyrk Słońca), w którym zagrał głównego bohatera – magika Zarka. Specjalnie na tę okazję powstało dziewięć piosenek. Czarodziej Zark traci swoją magiczną moc wraz z utratą ukochanej o imieniu Lia. Spektakl opisuje jego przygody w krainie, do której wyrusza na poszukiwanie ukochanej. Kostium i charakteryzacja tej postaci były zdecydowanie bardziej twarzowe od tych, które Garou nosił jako Quasimodo: frak, czerwona peleryna, cylinder i oryginalne buty. Typowo "magiczne” zestawienie.
Oprócz umiejętności wokalnych, Garou musiał wykazać się również zdolnościami akrobatycznymi. Był on m.in. przyczepiony do linek, które umożliwiały mu "fruwanie” nad sceną. Piosenkarz wyznał, że udział w tym spektaklu jest dla niego realizacją snów: "Po cichu od dawna marzyłem, żeby kiedyś wziąć czynny udział w jakimś przedstawieniu Cirque du Soleil i, jak widać, marzenia się spełniają. Świat Zarka jest po prostu surrealistyczny, a praca nad projektem o takiej skali jest dla mnie niesamowitym wyzwaniem."
O tym, jak ogromnym wyzwaniem dla twórców był "Zarkana", niech świadczy fakt, że w jego realizacji wzięło udział 71 artystów. Pomysłodawcą i reżyserem projektu był François Giraud, a muzykę napisał Nick Littlemore. Część utworów wspomógł także sir Elthon John.
Przedpremierowy pokaz odbył się 9 czerwca 2011 roku, a premiera 29 czerwca w Radio City Music Hall w Nowym Jorku. Mimo kilku zarzutów, nowojorska prasa na ogół dobrze oceniała ten spektakl. Z całą pewnością przypadł on do gustu publiczności. W La Tribune Garou przyznał, że premiera nie była dla niego zbyt stresująca: "Przeżyłem wcześniej już wiele premier. Tutaj moja postać jest tematem show, ale nie jego punktem centralnym. Nie odczuwam zbyt dużej presji. A ekscytację na przykład tak.”
Przez kilka miesięcy Garou wcielał się więc w rolę czarodzieja, jednak już w grudniowych i późniejszych spektaklach nie uczestniczył (Madryt, Moskwa). Ten okres czasu poświęcił na podróż sentymentalną z ekipą z Notre-Dame de Paris, podjął także nowe wyzwania w świecie telewizyjnych show.

W poszukiwaniu "najpiękniejszego głosu"

Kiedy już wydawało się, że Garou zupełnie skończył z przyjazdami do Polski, okazało się, że jednak poświęcił na ten cel odrobinę czasu. 10 grudnia 2011 roku piosenkarz był gościem polskiej wersji popularnego programu "The Voice". W "The Voice of Poland" wykonał utwory "Gitan", "For you" i "New Year's Day" (wraz z finalistami).
Już niedługo po tym wydarzeniu wyjaśniła się przyczyna wizyty właśnie w tym programie. 25 lutego 2012 roku Garou został jednym z trenerów francuskiej edycji programu. Pozostałymi trzema jurorami zostali: Jenifer, Florent Pagny i Louis Bertignac. Pytany o powody uczestnictwa w tym przedsięwzięciu, artysta odpowiadał, że urzekła go idea poszukiwania prawdziwego, pięknego głosu, w epoce, gdy głos wcale nie jest uważany za najważniejszy element kariery piosenkarskiej: “Początkowo odmówiłem bycia trenerem, bo to nie mieściło się w moich planach. Potem zdałem sobie sprawę, że tam słucha się głosów. Świetna sprawa dla kogoś takiego jak ja, komu powiedziano, że czas piosenkarzy z głosem [fr. chanteurs à voix, przyp. red.] się skończył. To pomogłoby przywrócić nurt, w którym jest moje miejsce. Potem wszystko stało się spontanicznie.” Spontaniczność – tę cechę swojego udziału w programie Garou podkreśla najczęściej. Właśnie to pozwalało mu się poprzez ten program pokazać od innej strony: “Jestem autentyczny. Nie boję się wygłupiać. To być może coś, co ludzie mniej znają, bo zwykle w programach tylko śpiewam.” Program zakończył się 12 maja 2012 roku. Piosenkarz zapowiedział już udział w kolejnej edycji programu.

Optymistyczna muzyczna podróż do korzeni

"The Voice : La plus belle voix" ("The Voice: Najpiękniejszy głos", przyp. red.) okazał się być wielkim sukcesem medialnym, a Garou zyskał dzięki niemu nie tylko nowe doświadczenie, ale i spore grono młodej publiczności. Pojawiła się także propozycja podpisania umowy z nową firmą wydawniczą – Universal Music France. Artystę w Europie reprezentuje francuski odłam Universalu – marka Mercury. W Quebeku natomiast promocją jego twórczości zajęła się jego własna firma wydawnicza – Wolfgang Entertainment. Garou tak skomentował ten fakt: “The Voice przyspieszyło, sprowokowało wydarzenia. To przez spotkanie z Pascalem Nègre [szef Universalu – przyp. red.] w mojej garderobie rozpoczęliśmy rozmowy. Zacząłem pracować jeszcze przed podpisaniem [umowy], z chłopakami z Planu B [muzycy angielscy, odpowiedzialni za przebój sprzed lat – "She Said"]. Pomysł polega na stworzeniu coverów rhythm’n’bluesowych, ale nowocześnie. (…) The Voice stymuluje pragnienie by się w to zaangażować. Kiedy słyszy się te wszystkie głosy to tworzy frustrację, a frustracja tworzy działanie.”
Garou nagrał demo płyty "Rhythm And Blues" w Londynie, gdzie współpracował ze wspomnianymi wyżej muzykami Planu B. Singiel promujący nowy album, "Le jour se lève", miał swoją premierę internetową 29 maja, w oficjalnym facebookowym profilu artysty. 30 lipca odbyła się premiera teledysku nakręconego do tego singla. Premiera płyty miała miejsce 24 września we Francji. W Polsce ukazała się 23 października. Oryginalną wersję piosenki reprezentującej ten krążek, pochodzącą z 1971 roku, wykonywała Esther Galil. Podczas koncertu Les Enfoirés w 2002 roku ("Tous dans le même bateau") Garou wykonał ten utwór wraz z Maurane i Rochem Voisinem.
Sięgając po dawne, na nowo zaaranżowane przeboje, Garou chce pokazać swoją wszechstronność muzyczną. O tym, co mu w duszy gra mówi m.in.: “Wsadzono mnie do szuflady variété [w przybliżeniu pop francuski – przyp. red.]. Ale ja nie jestem piosenkarzem w stylu Céline Dion! Jestem muzykiem, ale inteligencja nigdy mnie za takiego nie uznała. Zobaczymy czy publiczność się w tym odnajdzie.”
Dla Garou ten album jest powrotem do korzeni, do muzyki, którą grywał w barach: "Ta muzyka, rhythme and blues, jest tym, co robiłem w barach zanim związałem się z postacią Quasimodo, już 14 lat temu. Dla mnie to była muzyczna apoteoza, „feel good”, to dla mnie coś bardzo pozytywnego. Mam wielkie szczęście, że mogę to robić dzisiaj, to album pełen wyzwań. To było czyste szczęście i mam wrażenie, że to się odczuwa w tym albumie.”
Artysta powrócił także do koncertowania: zapowiedział trasę koncertową z utworami z nowej płyty. Jej próbkę fani otrzymali 18 listopada w Casino de Paris.
12 grudnia 2012 roku Garou odwiedził Polskę. W warszawskim Empiku podpisywał swój album, a następnie udzielił kilku wywiadów, m.in. Magdzie Mołek dla telewizji TVN.


Szczęśliwa "13" - rok pełen artystycznych wyzwań

Rok 2013 rozpoczął się dla piosenkarza, jak zwykle, od udziału w spektaklu Les Enfoirés, "La boite à musique des Enfoirés" ("Szafa grająca les Enfoirés"). W lutym 2013 roku płyta "Rhythm And Blues" we Francji była pokryta już podwójną platyną. W tym samym miesiącu, 18 lutego, odbyła się jej promocja w restauracji w Quebecu, której Kanadyjczyk jest współwłaścicielem – L’Auberge Saint-Gabriel. W kameralnym występie dla setki zaproszonych gości wzięli udział między innymi Luc Mervil, odtwórca roli Clopina w "Notre Dame de Paris", oraz Luc De Larochellière, autor i pierwszy wykonawca jednej z piosenek nagranych na wspomnianą płytę, "Cash City".
Od 2 lutego rozpoczęto także emisję drugiego sezonu programu "The Voice". Tę edycję wygrał Yoann Fréget, podopieczny Garou. Kanadyjczyk podarował zwycięzcy piosenkę "Ça vient de là haut" ("To przychodzi z góry"), która pierwotnie miała znaleźć się na jego ósmym albumie studyjnym. Utwór zadebiutował jako pierwszy singiel Yoann’a, 9 września 2013 roku. Garou zapowiedział także udział w trzeciej edycji programu – oprócz Louis’a Bertignaca, którego zastąpił Mika, pozostali trenerzy również zadeklarowali swój ponowny udział w show.
Artysta został również jednym z trzech trenerów w "The Voice Kids". Oprócz niego na fotelach jurorskich zasiedli Florent Pagny, oraz Jennifer. Prowadzenie programu powierzono Nikos’owi Aliagas. Ta wersja programu przeznaczona jest dla uczestników w wieku od 6 do 15 lat. Pierwsze nagrania przewidziano na 28 i 29 października 2013 roku, a początek emisji – na początek 2014 roku.
W marcu 2013 roku Garou został twarzą kampanii reklamowej jubilera Mauboussin’a. Na zdjęciach reklamowych prezentował produkty z kolekcji dla mężczyzn – bransoletki, perfumy i zegarki.
17 kwietnia 2013 roku otwarto quebecką filię muzeum Grévin, w której umieszczono także woskową podobiznę Garou. Jego rzeźba znalazła się w towarzystwie figur przedstawiających Michela Drucker’a i Julie Snyder, przyjmujących w studiu telewizyjnym zaproszonych gości, obok piosenkarza także Luca Plamondon’a i Denise Bombardier.
Garou "zagrał" również w kreskówce "Epic : La Bataille du royaume secret" (wersja quebecka: "Épique", polski tytuł: "Tajemnica zielonego królewsta"), a ściślej mówiąc użyczył głosu postaci Nim Galuu, gąsienicy. Był jedynym członkiem obsady aktorskiej występującym we francuskim i quebeckim dubbingu tej amerykańskiej animacji. Premiera filmu odbyła się w maju 2013 roku.
W sierpniu, w trakcie trasy koncertowej promującej "Rhythm And Blues", Garou zagrał charytatywnie dla Fundacji Fight AIDS, na zaproszenie księżniczki Monaco, Stéphanie. Koncert odbył się 6 sierpnia 2013 roku, w ramach Monte-Carlo Sporting Summer Festival, w Salle des Étoiles.
W październiku 2013 roku pojawiła się informacja o disnejowskim projekcie muzycznym, w którym uczestniczył też kanadyjski artysta. Płyta "We Love Disney" zawiera 17 piosenek z filmów tej najsłynniejszej wytwórni filmów dla dzieci. Garou śpiewa na niej utwór "La belle et la bête", z filmu o tym samym tytule (z 1991 roku), którego brzmienie po polsku to "Piękna i Bestia”. Jest to utwór wykonywany w duecie z Camille Lou. Wydanie płyty zaplanowano na 2 grudnia 2013 roku.
Garou dołączył także do grupy dystyngowanych artystów, którzy nagrali płytę ze standardami muzycznymi z lat 50. i 60. XX wieku. Album nosi tytuł "Forever Gentlemen" i zawiera covery klasyków piosenki. Piosenkarz zaśpiewał tam utwór z repertuaru Franka Sinatry, "New York, New York", w duecie z Gad’em Elmaleh’em, oraz piosenkę "My Way", również spopularyzowaną przez Sinatrę, w duecie z Paulem Anką. Premierę płyty przewidziano na 21 października 2013 roku.


Artystyczny bilans – ósma płyta studyjna

16 września 2013 roku miała miejsce oficjalna premiera singla promującego ósmy, studyjny album artysty. Piosenka "Avancer" ("Naprzód"), opowiadająca o pokonywaniu przeszkód i brnięciu do celu, jest drugą na liście jedenastu piosenek znajdujących się na płycie "Au milieu de ma vie" ("W środku mojego życia"). Wydawca przewidział także wersję limitowaną krążka, z trzema dodatkowymi utworami. Album nagrano między Londynem a Montrealem, ponownie korzystając z doświadczenia Planu B. Piosenkarz zaprosił do współpracy takich znakomitych artystów jak Pascal Obispo, Gérard De Palmas, Francis Cabrel, czy Luc Plamondon. Tytuł przywodzi na myśl refleksyjny zbiór utworów, podsumowujących dotychczasowe działania artysty. Nota wydawnicza mówi m.in. o szacie graficznej albumu, która odwołuje się do motywu pejzażu Kanadyjskiego. Przez tę analogię odnosi się ona do Garou jako artysty podróżującego ciągle między dwoma kontynentami, czerpiącego z dwóch kręgów kulturowych – europejskiego i quebeckiego, ale także wracającego do swych kanadyjskich korzeni. Premierę albumu we Francji zapowiedziano na 18 listopada 2013 roku, podobnie jak premierę Rosyjską. W Polsce album będzie można kupić od 19 listopada.
Tego dnia rozpoczyna się także tournée promujące nową płytę, ponownie koncertem w Casino de Paris. Pojawiły się także dawno oczekiwane polskie akcenty – po Rosji i Ukrainie, słowiańską część trasy koncertowej zakończy występ Garou w warszawskiej Sali Kongresowej, 20 lutego 2014 roku.


powrót | drukuj | wyślij znajomemu


 

biografia
o sobie
cytaty
przyjaciele o garou
prasa polska
prasa zagraniczna
nagrody
garou w polsce
nasze wywiady


figurka Garou księga gości
dla prasy
kontakt
mapa strony
f.a.q.


garou.pl | fan club

zapisz się do fc!
wejdź na forum


garou.pl | 2003-2008
ekipa     partnerzy     dla prasy     polityka prywatności     mapa strony     faq
WebAdministrator Lite